(nie)mistrz komunikacji

Nie jestem mistrzem komunikacji i rozumienia. Albo właśnie jestem. Oba stwierdzenia są prawdą. Kot Schrödingera podrapie mi kanapę albo nie podrapie.

Nie jestem mistrzem komunikacji

Bo często nie rozumiem, o co właściwie chodzi innym ludziom i dlaczego robią to, co robią, mówią to, co mówią. Czego oczekują, czego potrzebują, co nimi kieruje. Często nie rozumiem prostych rzeczy, które inni rozumieją bez problemu, źle interpretuję to, co się do mnie mówi lub to, co widzę. Zdarza mi się nie rozumieć nawet w “normalnych” sytuacjach komunikacyjnych, nie mówiąc już o zjawiskach typu ironia, żarty, sarkazm, zawoalowane sugestie czy (ugh) komunikaty pozawerbalne… Gubię się w nich zupełnie. Poważnie rozważam zrobienie sobie koszulki z napisem “nie potrafię w sarkazm”.

Zamieszanie
Często, przez te swoje błędne interpretacje, boję się, choć nie ma czego; czasem coś nadinterpretuję, robię z czegoś wielką“sprawę”, choć żadnej sprawy jej nie ma, próbuję rozwiązać nieporozumienie, choć istnieje ono tylko w mojej głowie; robię dramat, choć nic się nie stało. Tylko ja źle zrozumiałam. Myślę wtedy: “ann, musisz mniej się przejmować, mniej rozmyślać, i nie przykładać do wydarzeń i słów tak wielkiej wagi, wtedy będzie lepiej”.

I uważam, że to super porada, do czasu gdy okazuje się, że… przeoczyłam coś ważnego. Bo nie zauważyłam jakichś bardzo jasnych i oczywistych (zdaniem innych) komunikatów, zignorowałam coś, i wyszedł z tego problem. Myślę wtedy: “ann, musisz się bardziej przejmować, więcej myśleć, przykładać do wydarzeń i słów większą wagę, wtedy będzie lepiej”.

Podsumowując: wydaje mi się, że nigdy nie mogę dobrze trafić z… ilością znaczenia przypisywanego temu, co dzieje się wokół mnie. Albo “wymyślam” sytuacje, których nie ma, albo nie widzę sytuacji które są. To co, powinnam patrzyć na świat bardziej czy mniej uważnie?

Interpretacje
Ludzie (chyba?) interpretują innych, opierając się na sobie, (rozumują jakoś tak: “jeśli płaczę, chcę, żeby mnie przytulić” czyli: “jeśli ty płaczesz, trzeba cię przytulić”) poczynając od najprostszych spraw, a kończąc na najtrudniejszych.

Niestety, nie bardzo mogę polegać na tym systemie, bo (czego dowodzą lata doświadczeń) niezwykle często moje sposoby wyrażania rzeczy, moje reakcje, oczekiwania, potrzeby etc NIE są takie jak większości.
Wiem już więc, że “jak ty robisz/mówisz xyz, to zapewne NIE znaczy tego, co znaczy gdy ja robię/mówię xyz”.
To ważna wiedza. Gorzej, że czasem zupełnie nie wiem, co xyz w takim razie znaczy.

Pytać czy nie pytać?
Trudno mi też zdecydować, kiedy dopytywać ludzi o znaczenie ich zachowań, a kiedy nie. Próbuję powiedzieć, że trudno mi zdecydować, co się będzie bardziej “opłacać” komunikacyjnie czy relacyjnie, czyli co pozwoli mi… mieć udaną interakcję z kimś innym. Powiedzmy że ktoś robi xyz, a ja nie wiem, co to znaczy. Albo mam jakąś interpretację, ale nie jestem jej pewna (gdyż: patrz wyżej, wiem, że często nie trafiam).

Opcja 1: zostać przy mojej interpretacji tego co widzę/słyszę, nie dopytywać.
To bywa ryzykowne, bo ludzie się złoszczą, jak się ich źle zrozumie; myślą np. że się im coś zarzuca, albo dziwią się: “no ale skąd Ci to przyszło do głowy”? Przecież wiadomo, że chodziło mi o abc a nie xyz!

Opcja 2: zapytać, co mają na myśli, żeby wiedzieć na pewno i uniknąć nieporozumienia.
To ryzykowne, bo ludzie się złoszczą, jak się ich uporczywie dopytuje o coś, co im się wydaje zupełnie jasne; myślą, że się ich niepotrzebnie “męczy”, jest się złośliwym albo nierozumnym. Czasem nie lubią faktu, że moje pytania zmuszają ich do głębszej refleksji. A czasem lubią. Więc chyba generalnie wolę pytać.

Jestem mistrzem komunikacji.

Bo trening czyni mistrza. A ja spędziłam lata i setki stron (jeśli nie tysiące, regularnie piszę, żeby poukładać sobie świat) próbując zrozumieć innych.

Przez lata nierozumienia i zagubienia pracowałam nieustępliwie nad tym, żeby rozwinąć strategie, które pomogą mi jakoś jednak wejść w komunikację z tym niejasnym, nieprecyzyjnym, i czasem trudnym światem. Patrzę więc uważnie, czasem za uważnie. Słucham uważnie, i zapamiętuję to, co się do mnie mówi (a w każdym razie to, co wydaje mi się relewantne). Nauczyłam się dużo pytać, nauczyłam się słuchać, nauczyłam się bardzo dużo o działaniu ludzkiego mózgu, emocjach, procesach myślowych i decyzyjnych. O tym, co ułatwia a co utrudnia komunikację. I uporczywie się komunikuję.
Nie mam luzu właściwego osobom, którym zrozumienie świata i bycie w nim przychodzi samo z siebie, więc bardzo dużo ćwiczyłam. Więc bardzo dużo wiem. Wiem jak gadać ze sobą, żeby dojść o co mi chodzi. Wiem, jak gadać z innymi, żeby dojść, o co im chodzi (jeśli oczywiście nie zamęczę ich po drodze i nie uciekną). Czasem wiem nawet jak pomóc komuś dojść do tego, o co mu lub jej chodzi. Bo mam praktykę. Lata praktyki w poszukiwaniu sensu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: