nauczanie zdalne vol. 2 – refleksje i podpowiedzi dla uczniów

(nie jestem do końca pewna, czy to jest tekst na ten blog. Napisałam go z myślą o moich uczniach, ale potem uznałam, że może zaciekawi jeszcze kogoś)

No i stało się. Wraca nauczanie zdalne.

Wczoraj zapadła decyzja, że szkoły wyższe w Warszawie przechodzą na nauczanie zdalne. Czuję mieszankę smutku (bo chciałabym się widywać z uczniami i kolegami i dalej prowadzić to półnormalne szkolne życie, które prowadziliśmy od września), ulgi (bo już się stało, co się miało stać), obaw i znużenia (pandemio, dość mamy, idź sobie!).

Zeszłym razem całe to nauczanie zdalne spadło na nas nagle, a mocno, myśleliśmy, że będzie trwało chwilkę, a trwało długo, byliśmy zupełnie nieprzygotowani… Tym razem wchodzimy w temat dużo bardziej świadomie, bogatsi o doświadczenia i przemyślenia z wiosny i wierzę, że dzięki temu mamy szansę poradzić sobie z obecną sytuacją nieco lepiej.

Próbuję przygotować się do pracy zdalnej, uporządkować myśli, a najlepiej mi się porządkuje myśli, jak piszę, więc oto tekst, który trochę jest zaleceniami dla moich uczniów, a trochę próbą właśnie przypomnienia wniosków, do których doszłam wiosną.

Przypomnijmy sobie, jak było w marcu-czerwcu: co było najtrudniejsze? Co utrudniało pracę? Co przeszkadzało w skutecznym uczeniu się zdalnym? Może którąś z tych trudności dałoby się zaadresować, którąś z przeszkód – usunąć? 

Oczywiście, trudności typu: “do szału doprowadza mnie to, że nie mogę chodzić do szkoły i normalnie gadać z ludźmi” są nierozwiązywalne, ale może można usprawnić swoje funkcjonowanie w nauczaniu zdalnym jakimś konkretnym działaniem? 

Ważne podczas nauczania zdalnego:

Własny komputer/laptop. Oczywiście, jeśli zupełnie nie macie możliwości korzystania z komputera czy laptopa, telefon będzie musiał wystarczyć. Trzeba jednak pamiętać, że uczestniczenie w lekcjach zdalnych przez telefon będzie sporo trudniejsze i bardziej męczące niż z komputera. Ekran telefonu jest mniejszy, telefon nie zawsze sam stoi, więc macie zajęte ręce, przełączanie między aplikacjami czy ściąganie plików może powodować problemy. Jeśli więc planujecie uczestniczyć w nauczaniu zdalnym tylko z telefonu, zastanówcie się, czy na pewno nie ma innego wyjścia. Może rodzice, dalsza rodzina albo koledzy mają w szafie jakiegoś laptopa-trupa, który nie pociągnie już najnowszych gier, ale mógłby służyć za “maszynę do pisania”. A może możecie poprosić rodziców o kupno używanego sprzętu? Jest dużo, dużo tańszy niż nowy, a nie wiemy, jak długo będziemy pracować zdalnie, więc posiadanie sprawnego narzędzia jest bardzo ważne. 

Sprawnie działający komputer/laptop. Sprawdźcie, czy Wasze urządzenie działa dobrze i wszystko u niego ok, czy może potrzebuje np. przeinstalowania systemu albo wywalenia jakichś programów z dysku, żeby działało szybciej. Ponieważ w “normalnych czasach” mój laptop nie jest moim głównym narzędziem pracy, często go zaniedbuję, mam bałagan na pulpicie, i ciągle klikam “przypomnij mi jutro”, jak dopomina się o aktualizacje. Teraz Wasz laptop/komputer będzie Waszym “centrum dowodzenia wszechświatem” i będziecie potrzebowali, żeby działał dzielnie wiele godzin, więc może ten weekend to dobry moment, żeby go nieco odkurzyć, dopieścić i zainstalować aktualizacje. Jeśli sami nie potraficie, zastanówcie się kto mógłby pomóc. Może rodzice? Może bardziej ogarnięta koleżanka? Może szkolny informatyk? 

• Słuchawki. Słuchawki są super, bo:

– cała rodzina i kot nie musi słuchać Waszych lekcji;

– łatwiej się skupicie na lekcji, jeśli będziecie słyszeć dźwięki z jednego źródła (słuchawki) zamiast z wielu (lekcja z komputera, lekcja brata z drugiego komputera, pralka, szczekanie psa, muzyka i rozmowy z kuchni…

– mózg się mniej męczy, jeśli nie musi przez wiele godzin “wyławiać” dźwięków lekcyjnych spośród dźwięków otoczenia, tylko ma je “podane” przez słuchawki.

-słuchawki zazwyczaj mają jakiś mikrofon, więc jeśli będziecie zabierać głos na lekcji, to inni usłyszą Was dużo, dużo lepiej, niż gdybyście mówili do laptopa czy komputera bez słuchawek.

Myślę, że słuchawki to bardzo ważna inwestycja na ten moment. Ja w ogóle mam kilka różnych par słuchawek, do różnych celów: takie na kabelku, z mikrofonem, żeby było mnie naprawdę dobrze słychać, jak gadam na lekcji; takie bezprzewodowe: z nieco gorszym mikrofonem, ale pozwalające odejść na chwilę od komputera czy telefonu, chodzić, ruszać się np podczas tutoringu; takie duże, kiedy już myślę, że mi uszy odpadną od ciągłego używania małych słuchawek. 

Wygodne miejsce do nauki. Niestety, będziemy siedzieć przed komputerem przez wiele godzin.  Szkoła znów wkracza do domu. Zastanówcie się, czy jest coś, co moglibyście zrobić, żeby uczynić swoją przestrzeń gdzie będziecie się uczyć wygodniejszą. Może Wasze krzesło od dawna zabija Wasz kręgosłup, i nadszedł czas na wycieczkę do sklepu? Może na Waszym biurku mieszkają sterty wszystkiego i niczego, brudne skarpetki, plastikowe butelki i zaschnięte talerze? Czas je stamtąd wygonić! Oczywiście, zdalne nauczanie nie zmieni nas wszystkich w osoby super porządne i non stop sprzątające, ale uwierzcie mi – łatwiej jest się skupić, jeśli wokół nas panuje porządek. A może w ogóle nie macie biurka, bo generalnie i tak wolicie uczyć się w łóżku? 

Rozdzielenie przestrzeni szkolnej od relaksacyjnej. Bardzo rozumiem uroki uczenia się w łóżku (miękko, ciepło, po co się ubierać?!) ale to bardzo niebezpieczna sytuacja. Po pierwsze, w łóżku, w piżamie, dużo łatwiej jest zasnąć, więc jeśli nie chcecie, żeby Wasze chrapanie zabawiało grupę, wypełznijcie z łóżka przed lekcjami! A na poważnie: wiem, że nie każdy z nas dysponuje osobnym pokojem, który może zostać “gabinetem”, ale bardzo bardzo bardzo zachęcam, żeby  urządzić sobie “kącik do pracy”, i żeby w jasny sposób oddzielić go od miejsca do odpoczynku. Dlaczego? Wytłumaczę w sposób bardzo uproszczony. Nasze mózgi używają informacji z otoczenia, żeby wiedzieć co robić i “na co się nastawiać”. Dlatego, jak poczujemy zapach jedzenia, zaczynamy często być głodni, a zapach kawy i widok kawiarnianych krzeseł nastraja nas na wypicie kawy… Nasz mózg, siedząc (razem z ciałem) w łóżku, ma strasznie trudne zadanie, bo musi pogodzić bardzo, ale to bardzo sprzeczne bodźce: “yyy ale jak to? jeśli mam robić zadanie z matmy, to co tu robi ta poduszka? Jeśli mam się relaksować, zabierz te koniugacje ode mnie!”. Pół biedy, jeśli uczenie się z łóżka sprawi, że mało skupicie się na lekcji. Gorzej, jeśli zaangażowanie w działanie szkolne z łóżka czy kanapy sprawi, że kiedy położycie się na nich celem relaksu i wypoczynku… nie będziecie mogli się wyluzować. I zasnąć. Bo przecież: “tu się pracuje”… Apeluję więc: ułatwmy naszym mózgom zdanie i przekażmy im spójną wiadomość: “patrz mózgu, to jest miejsce do pracy, tu się siedzi, nie śpi, tylko skupia, notuje i uczy”. “Patrz mózgu, tu jest to urocze miejsce do którego wracamy w celach czysto rekreacyjnych, tutaj możesz się wyluzować”. Jeśli stworzenie osobnego miejsca do nauki jest zupełnie niemożliwe, bo macie rodziców, którzy pracują zdalnie i trójkę rodzeństwa uczących się zdalnie albo z jakiegoś innego powodu zupełnie nie możecie zarządzać przestrzenią i musicie działać z tego nieszczęsnego łóżka, zróbcie cokolwiek, żeby pomóc swojemu mózgowi rozróżnić, kiedy jest praca, a kiedy nie. Niech na czas lekcji to Wasze łóżko będzie pościelone i przykryte narzutą, piżama zmieniona na dres i bluzę, a zęby umyte. To naprawdę pomaga się skupić. 

Wstawanie i przechodzenie ze snu do nie snu. Och, to okropne wstawanie rano! Wiecie, że nastolatki mają “cofnięty” zegar biologiczny o ok. 2h w stosunku do dorosłych? To oznacza, że jeśli na zegarku jest 7:00,  to nastolatek czuje się tak, jakby była 5:00. To by wyjaśniało, dlaczego pierwsze lekcje bywają tak dużym wyzwaniem. Uczenie zdalne o tyle może Wam ułatwić zadanie, że nie musicie dojeżdżać do szkoły i tracić czasu na transport. To oznacza więcej spania o poranku, a to dobra wiadomość dla Waszych mózgów! Jest jednak i trudność: w “normalnym” świecie trochę nas rozbudza konieczność “wybrania się” z domu, i cały proces docierania do szkoły i klasy, teraz jednak musimy sami przejąć odpowiedzialność za przepchnięcie się ze stanu “sen” do stanu “działanie”, niemal nie zmieniając otoczenia. To bywa trudne! Dla mnie najskuteczniejszym sposobem przejścia ze snu do nie snu jest prysznic. Bez tego nie funkcjonuję. Dla Ciebie może być to coś zupełnie innego. Herbata? Spacer? Kilka minut na rowerku treningowym? W każdym razie: spróbuj wstać jakiś czas przed pierwszą lekcją –  to pozwoli Ci coś zjeść, i rozbudzić się, i pomoże uniknąć sytuacji, w których ciało niby jest obudzone, a mózg jeszcze nie. 

Jeśli jest Ci ciężko wstać – nastaw alarm w telefonie położonym daleko od łóżka, możesz też poprosić kogoś o obudzenie Cię na czas: może to być ktoś z domu lub znajomi: można powiedzieć komuś  “zadzwoń do mnie, i dzwoń tak długo, aż się obudzę i odbiorę”.

Komunikacja Jeśli nie rozumiesz, o co chodzi nauczycielowi i nie wiesz, co masz zrobić, poczekaj chwilę, aż skończy polecenie (a nuż się wszystko wyjaśni), a jeśli nadal nie rozumiesz, zapytaj, co masz zrobić zaraz po tym, jak nauczyciel zleci wykonanie zadania, a nie dopiero, kiedy pyta Cię o odpowiedź/przychodzi czas oddania pracy. Pamiętaj, w klasie nauczyciel ma szansę sam “wyłapać”, że masz problem i potrzebujesz wsparcia, a podczas lekcji online jest to znacznie trudniejsze, musisz przejąć więcej odpowiedzialności za swoją pracę i komunikowanie się.

Skupienie lub jego brak. Jeśli uczestniczysz w lekcji, ale jednocześnie robisz coś innego (np. żeby lepiej się skupić) to jest OK. Niektórym łatwiej jest słuchać np. rysując czy szydełkując. W “normalnym” świecie też czasem to robimy, zresztą oczy potrzebują odpoczynku od ekranu. Pamiętaj jednak, żeby zachować czujność i pilnować, żeby to co robisz, nie pochłonęło Cię całkowicie. Każdy ma inne możliwości koncentracji, ale z moich obserwacji wynika, że o ile rysowanie, szydełkowanie czy “klikanie” w jakąś super prostą grę czasem pomaga słuchać, o tyle gotowanie, granie w zajmujące i głośne gry, czytanie facebooka czy oglądanie Netflixa w czasie lekcji może sprawić, że nie skupisz się na lekcji na tyle, żeby z niej skorzystać. Pokusa jest silna, ale naprawdę bardziej opłaca się zrobić podczas lekcji to, co jest do zrobienia, niż zostawiać to na później, i siedzieć nad „szkolnościami” jeszcze po zakończeniu lekcji. 

• Oczywiście, jeśli ktoś inny odpowiada czy rozwiązuje zadanie, a Ty masz pewność, że dany materiał ogarniasz, możesz na chwilę otworzyć inne okno w komputerze, to w porządku. Postaraj się jednak zachować skupienie na tyle, żeby choć w przybliżeniu wiedzieć, co się dzieje, np. jaki jest temat, czy które ćwiczenie robimy, etc.

• Spróbuj ograniczyć “rozpraszacze” podczas lekcji: jeśli to możliwe, poszukaj miejsca, gdzie inni domownicy nie będą Ci (za bardzo) przeszkadzać, ani sprawiać, że czujesz się nieswojo, biorąc czynny udział w lekcji (np. przykład mówiąc w obcym języku)

• Jeśli wołają Cię rodzice czy rodzeństwo (a to, czego od Ciebie chcą nie jest bardzo pilne) powiedz im, że masz lekcję: jak chodziliśmy do szkoły też bywałeś/łaś niedostępny/a, i mimo że Mama zrobiła zupę, nie mogła Ci jej od razu dać. 

• Postaraj się, żeby potrzeby Twoich zwierząt nadmiernie nie zakłócały pracy: złoszczenie się na kota, który zrzuca długopisy ze stołu, czy monolog do pragnącego spaceru psa nie wpływa dobrze na koncentrację grupy.

• Postaraj się zadbać o zaspokojenie głodu przed lekcją, to pomoże się skupić. Jeśli musisz  zjeść w czasie lekcji, wycisz mikrofon, chrupanie i siorbanie może rozpraszać innych.

Kamera i mikrofon. ON or OFF?

Oto jest pytanie. Odpowiedzi na nie może być tyle, ilu jest uczniów i nauczycieli. Zdaję sobie sprawę, że temat jest mocno kontrowersyjny i wzbudzający wiele emocji. Niektórzy uczniowie mówią: “nie chcę włączać kamery i mikrofonu, bo źle się czuję, kiedy widzę siebie na ekranie, no i nie chcę żeby inni widzieli moje mieszkanie” i totalnie ich rozumiem. Niektórzy nauczyciele mówią: “ale jak wyłączą kamerę i mikrofon to skąd ja mam wiedzieć, że oni tam w ogóle są i nie gadam do samego siebie?” i ich też rozumiem. 

Ja sama wolę mieć wyłączoną kamerę podczas rad pedagogicznych czy spotkań w fundacji. Dziwnie mi się patrzy na własną twarz na ekranie, od razu włącza mi się też krytyk wewnętrzny: widzę niedoskonałości skóry, zauważam, że w porównaniu do innych na ekranie, moje okienko jest najbardziej dynamiczne, non stop się ruszam, widzę swoją mimikę i wydaje mi się, że robię głupie miny…Ugh!  Podobnie z mikrofonem. Wolę go wyłączyć, no bo jak mi kot wejdzie na klawiaturę, i powiem mu w żołnierskich słowach co o tym sądzę, to nie chcę, żeby inni słyszeli. A ja mam w domu w czasie lekcji tylko koty, więc i tak mam łatwo! Myślę, że wszyscy braliśmy udział w tylu spotkaniach online, że nie muszę nikomu wyjaśniać czemu ŁATWIEJ jest mieć wyłączony mikrofon i kamerę. 

Muszę się jednak przyznać, że kiedy mam włączoną kamerę i mikrofon, jestem bardziej skupiona. Mniej mnie “korci”, żeby odpłynąć w jakieś inne rejony komputera, bo mam świadomość, że inni mnie widzą i słyszą, jestem bardziej obecna i czuję się bardziej “w kontakcie” z mówiącym.  

Podsumowując, włączanie lub nie włączanie kamerki czy mikrofonu może zależeć od wielu rzeczy:

– od typu lekcji (bardziej “wykładowa” której można słuchać niemal jak podcastu vs bardziej “warsztatowa”, gdzie każdy coś mówi, używa się pomocy wizualnych, etc)

– od naszego samopoczucia danego dnia 

– od naszego otoczenia (słyszałam o rodzinie, w której 5 domowników pracuje lub uczy się zdalnie, więc codziennie losują, kto gdzie będzie pracował, a w puli jest: salon, sypialnia, gabinet, kuchnia, łazienka. I jak ktoś wylosuje salon, to włącza kamerę, a jak łazienkę: woli nie…)

– od jakości internetu, tak po stronie prowadzącego jak uczestników

I od wielu innych, i chciałabym, żeby obie strony miały dużo wyrozumiałości dla siebie nawzajem i dla różnych stanów gotowości do uczestnictwa.

Nie będę więc od nikogo się domagać włączenia kamery, nie mogę jednak oprzeć się przekonaniu, że jeśli uczniowie będą zawsze działać na wyłączonym mikrofonie i wyłączonej kamerze, istnieje ryzyko, że przestaną czuć się jak aktywni uczestnicy procesu uczenia się i nauczania, a zaczną czuć się jak znużeni widzowie. Lekcja to dla mnie nie spektakl, a spotkanie. I chcę, żeby uczniowie się na niej ze mną spotkali. Chcę, żeby uczniowie byli aktywnymi współtwórcami lekcji, uczestnikami, od których wiele zależy, i których żywa obecność jest niezbędna, żeby lekcja miała sens. Dla pasywnych widzów w internecie jest wiele ciekawszych rzeczy. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: